O żużlowym Lublinie zrobiło się głośno w całej Polsce. Od stycznia 1990 roku sportowy Kozi Gród czekał na żużlowego mistrza świata Hansa Nielsena... Zakontraktowanie Nielsena było pomysłem kierownika Tadeusza Supryna, który mówił – „Podczas ubiegłorocznego turnieju o „Puchar Targów” w Poznaniu Jerzy Kaczmarek „sprzedał” mi myśl – czy nie chcielibyście, aby w waszej drużynie jeździli Duńczycy? Myśmy to od razu „łyknęli”. 31 grudnia 1989 roku siedzieliśmy tu, w klubowej świetlicy z menadżerem Tagbe Nielsenem. Zawarliśmy wstępną umowę. Przewidywała ona, że w Motorze wystartuje trzech Duńczyków: Hans Nielsen, Lars Henrik Jorgensen i Axel Jepsen. Równolegle podpisaliśmy wstępną umowę z Czechosłowakami – Antoninem Kasperem i Romanem Matouskiem.” Do 31 stycznia Motor musiał zgłosić skład żużlowej drużyny biuralistom z Głównej Komisji Sportu Żużlowego. Natychmiast po dotarciu listy zgłoszeń do Warszawy prasę obiegła sensacyjna wiadomość, że w zespole lubelskim wystąpi w sezonie 1990 pięcioosobowa „legia cudzoziemska”. Tadeusz Supryn twierdził, że czas najwyższy by sport zaczął zarabiać na siebie sam. Filozofia samofinansowania sekcji była prosta. Trzeba mieć pieniądze na występy w barwach danej drużyny żużlowców o głośnych nazwiskach. Wpływy z biletów od publiczności, którą przyciągną na stadion sławy pozwolą utrzymać się sekcji żużlowej. Na rozruszanie żużlowego interesu kierownik techniczny potrzebował pożyczki w wysokości 70 milionów do 1 kwietnia. Swą filozofię finansowania się sportu zawarł w jednym zdaniu: „Kupujemy mistrza świata Hansa Nielsena aby klub mógł żyć”. By wzmocnić siłę uderzenia lubelskiego zespołu Tadeusz Supryn ściągnął lidera Wybrzeża Gdańsk i czołowego jeźdźca W Polsce 27-letniego Dariusza Stenkę.
1 kwietnia 1990 roku stadion Motoru przeżył nie notowane od bardzo dawna oblężenie. Na kilkanaście godzin przed pierwszym meczem znawcy czarnego sportu mówili: „Uwaga na Motor!” Zawody z ROW-em Rybnik obserwowało około 25 tysięcy widzów. Już na ponad godzinę przed pierwszym biegiem na trybunach nie było wolnego miejsca. Zajęte były wszystkie ławki, nawet te w najniższych rzędach, sporadycznie zajmowane przez kibiców. Ludzie siedzieli i stali gdzie się tylko dało. Na schodach, barierkach ochronnych, a nawet na okolicznych dachach i drzewach. Skarbnik klubowy zacierał ręce z zadowolenia. W parkingu stały dwa ciemnoniebieskie Goddeny udekorowane licznymi nalepkami reklamowymi. Był to znak, że nie jest to żart primaaprilisowy i Nielsen naprawdę przyjedzie. Przyjazd mistrza świata na stadion Motoru przypominał przybycie głowy państwa. Samochód wiozący mistrza z lotniska od rogatek Lublina poprzedzany był milicyjnymi motocyklami podążającymi na sygnałach świetlnych i dźwiękowych. Przydzielenie tej eskorty powodowała ostrożność i obawa, by nic nieprzewidzianego nie stało się po drodze. W parkingu Hans Nielsen znalazł się półtorej godziny przed rozpoczęciem zawodów i prezentował postawę zawodowca. Był zaskoczony ogromnym zainteresowaniem sportem żużlowym w Lublinie, a wszystkie oczy zwrócone były na niego. Pogoda w tym dniu dopisała wyjątkowo. Nielsen wystąpił z numerem 12 w okolicznościowym plastronie. Mecz Motoru z ROW-em zakończył się wynikiem 50:40. Sensacją numer jeden było zwycięstwo Eugeniusza Skupienia nad Hansem Nielsenem w biegu dziewiątym.Pozostałe wyścigi mistrz wygrał w doskonałym stylu. Na wyróżnienie też zasługiwała bardzo bojowa postawa Dariusza Śledzia w zawodach.
Lubelski zespół pierwszy raz w historii zapewnił sobie pierwszoligowy byt na rok następny i był o krok od sprawienia ogromnej niespodzianki! Gdyby nie stracony punkt w pasjonującym meczu z Unią Leszno, lublinianie walczyliby o medale. Definitywnie skończyło się na 5 miejscu. Dobrze prezentowali się juniorzy, którzy wywalczyli brązowy medal MDMP. Dariusz Śledź awansował do finału mistrzostw świata juniorów, którego areną był niedaleki ukraiński Lwów. Zawodnik znajdujący się w dobrej dyspozycji żałował, że nie udało mu się stanąć na pudle. W pierwszym wyścigu pokonał Tony Rickardssona i Rena Aasa, późniejszych medalistów tego finału. Skończyło się na 5 punktach i dwunastym miejscu.
Miesiąc wcześniej po raz pierwszy i jedyny w historii sportowy Lublin był gospodarzem finału Indywidualnych Mistrzostw Polski seniorów. 15 sierpnia nad Bystrzycę zjechała szesnastka najlepszych żużlowców w kraju. Wśród nich pod numerem 8 miał być Marek Kępa, który wywalczył awans z półfinału w Zielonej Górze. Niestety, kontuzja ręki odniesiona tuż przed decydującą batalią podczas towarzyskiego meczu w Gdańsku pozbawiła go szansy walki o medale. Pod nieobecność gospodarzy zwyciężył Z.Kasprzak (Unia L.) przed M.Korbelem (ROW R.) i T.Gollobem (Polonia B.).







