U progu sezonu 1983 beniaminek ekstraklasy, lubelski Motor wzmocnił się dwukrotnym brązowym medalistą indywidualnych mistrzostw Polski, uczestnikiem finału indywidualnych mistrzostw świata – Chorzów 1979, Robertem Słaboniem z wrocławskiej Sparty. Ten doświadczony, zaprawiony w bojach zawodnik miał pomóc drużynie w utrzymaniu się w pierwszoligowym gronie. Ponadto działacze Motoru zaskoczyli całą żużlową Polskę, wystawiając do rozgrywek drugoligowych zespół rezerw! Taka sytuacja wydarzyła się w historii ligi po raz trzeci. Dobra praca z młodzieżą sprawiła, że obok zawodników grających pierwsze skrzypce, w kadrze zespołu znajdowała się duża grupa młodych zawodników. By zdobyć doświadczenie potrzebowali jednak jak największej ilości startów. Motor II szans na awans, ze względów kadrowych, sprzętowych i regulaminowych nie miał żadnych. Jednak był to poligon doświadczalny dla szkoleniowców. Najlepsi zawodnicy, doskonalący swe umiejętności w II lidze mogli być w każdej chwili powołani do pierwszej drużyny. Na kibiców czekała niespotykana, ogromna dawka żużla i emocji.
W efekcie słabej postawy również i tym razem pobyt Motoru w ekstraklasie ograniczył się do jednego sezonu, a ilość nie przeszła w jakość. Szkopuł w tym, iż wyjątkowo w kratkę jeździli liderzy „Koziołków”. Kiedy wchodził mecz Kępie, zawodził Słaboń. I odwrotnie... Atmosfera wokół sekcji gęstniała, a degradacja do drugiej ligi stała się faktem. Kierownictwo klubu widząc narastający konflikt w drużynie, postanowiło zwolnić trenera Staweckiego, jako głównego winowajcę zaistniałej sytuacji. Szkoleniowcem pierwszej drużyny został Ryszard Bielecki.
Gdy zawodnicy FSC po raz drugi opuszczali I ligę nikt nie przypuszczał, że na powrót trzeba będzie czekać aż sześć lat... Pozostały wzajemne żale i kolorowy „Autosan” z napisem – „speedway”.
Marek Kępa postanowił przedłużyć starty w szeregach najlepszych drużyn i na rok 1984 został wypożyczony do Startu Gniezno. Po degradacji do drugiej ligi sytuacja nie była wesoła. Kilku zawodników wykruszyło się ze składu lub zmieniło pracodawcę, więc trener Witold Zwierzchowski, który został szkoleniowcem Motoru zdecydował się na budowę nowego zespołu, opierając się zawodnikach Motoru II. Jedynym wzmocnieniem był rutynowany Tadeusz Berej, który zdecydował się na come back, po ciężkiej kontuzji. Odmłodzony zespół zajął w rozgrywkach czwartą lokatę, ale tylko dwa punkty za wiceliderem i cztery za zwycięzcą. Najskuteczniejszym jeźdźcem drugiej ligi w sezonie ’84 był Robert Słaboń ze średnią – 2,64. Sukcesem numer jeden był złoty medal Młodzieżowych Drużynowych Mistrzostw Polski. Drużyna w składzie – Andrzej Gąbka – 9 pkt., Piotr Mazurek – 8 pkt., Piotr Styczyński – 7 pkt., Janusz Łukasik – 2 pkt. i Andrzej Kowalczyk – 2 pkt. wygrała finał rozegrany na naszym torze.
W tym czasie na żużlu próbowali się sprawdzić amatorsko wokalista z „Budki Suflera” – Krzysztof Cugowski oraz pewna młoda lublinianka o imieniu Dorota…
W 1985 roku nie było już w drużynie Roberta Słabonia oraz Zbigniewa Studzińskiego, który postanowił definitywnie zakończyć swą karierę sportową. Zespół wzmocnili Roman Feld i Andrzej Cichy sprowadzeni z GKM Grudziądz. Po nieudanej próbie poszukiwania lepszych warunków do rodzinnego miasta postanowił powrócić Marek Kępa. Zespół Witolda Zwierzchowskiego radził sobie w lidze bardzo dobrze, ulegając w końcowym rozrachunku tylko dwoma punktami Unii Tarnów. Przegrane nieznacznie baraże z opolskim Kolejarzem oznaczały, że nad Bystrzycą nadal rozgrywane będą drugoligowe spotkania. Lublin gościł szesnastu najlepszych juniorów Polski. Przedstawiciel gospodarzy - Janusz Łukasik zdobył 12 punktów i został indywidualnym młodzieżowym wicemistrzem Polski. „Łukasz” zaprzepaścił swoje szanse już w pierwszym starcie, przyjeżdżając na metę ostatni, za Gluecklichem, Krakowskim i Franczyszynem. Cztery następne biegi zdecydowanie wygrał, pokonując między innymi późniejszego mistrza –Błażejczaka z Falubazu Zielona Góra. Bardzo dobrą – czwartą lokatę w tej imprezie zdobył drugi lublinianin Piotr Mazurek. Odkryciem następnego sezonu był za to ledwie 17-letni debiutant Dariusz Śledź. Mimo iż sytuacja finansowo-organizacyjna w klubie była bardzo zła, nic nie zapowiadało klęski, o której mówiła cała sportowa Polska. Oto w ostatniej rundzie drugoligowych rozgrywek, 5 października na torze w Lublinie doszło do meczu Motor – Ostrovia. Miała miejsce wtedy sytuacja – kuriozum. Zespół gospodarzy przystąpił do rywalizacji wyposażony zaledwie w... cztery sprawne motocykle. W dodatku jeden z nich zatarł się w parkingu przed zawodami podczas „grzania”. W pierwszych wyścigach startował z konieczności jeden reprezentant Motoru. Przeżywająca stagnację drużyna osiągnęła mizerne wyniki, co spowodowane było przede wszystkim chronicznym brakiem pieniędzy niemal na wszystko. Przyszłość czarnego sportu w Kozim Grodzie stała pod dużym znakiem zapytania. Jedyną drogą wyjścia z tej sytuacji było sprzedanie najlepszych zawodników. Janusz Łukasik i Piotr Styczyński opuścili Lublin. Motor nie miał możliwości zatrzymać obu żużlowców. Kryła się za tym krytyczna sytuacja finansowa klubu, a tym samym brak argumentów wobec żużlowców, którzy zgłosili zamiar opuszczenia go. Dokumenty na biurkach księgowych zajmujących się lubelskim sportem stwierdzały jednoznacznie, że Motor znajduje się na krawędzi bankructwa. Ostatecznie rok 1987 był kiepski dla lubelskiego zespołu, który często miał „dziurawy” skład i przeżywał kłopoty kadrowe. Przedostatnia pozycja w tabeli chluby na pewno nie przyniosła. Marek Kępa był po raz kolejny najskuteczniejszym zawodnikiem w drużynie i uplasował się na drugim miejscu listy klasyfikacyjnej drugiej ligi, tuż za Wojciechem Załuskim. Sekcja żużlowa RKS Motor obchodziła swój jubileusz 25-lecia istnienia.






