Lubelscy kibice rozmiłowani w zawodach na czarnym torze entuzjastycznie wiwatowali żużlowców październiku 1976 roku na cześć żużlowców Motoru, którzy awansowali do I ligi. Kibice z transparentem : MOTOR AS NA CZARNYM TORZE, NIC RYWALOM NIE POMOŻE! zawładnęli stadionem i cieszyli się z sukcesu swoich pupili. Po zakończeniu meczu nikt spośród 15 tysięcy kibiców nie opuszczał trybun. Za wielki sukces podziękował zawodnikom dyr. naczelny FSC inż. Henryk Pawłowski i wręczył kapitanowi Motoru, Witoldowi Zwierzchowskiemu okazały puchar kryształowy wraz z gratulacjami i najlepszymi życzeniami. Tak o sukcesie mówił trener Wojciech Kowalski – „To rezultat zespolenia wielu wysiłków. W swoim działaniu otrzymałem wolną rękę, a że do współpracy miałem wiele osób zaangażowanych w sprawy drużyny – sukces musiał być osiągnięty”.
O wyższości Motoru i Śląska nad pozostałymi drużynami świadczy fakt, że trzecia w tabeli Unia Tarnów miała aż dwanaście punktów straty do Śląska i osiemnaście do Motoru! Jeszcze nikt nie wygrał ligi z tak olbrzymią przewagą. Tak o awansie pisał „Głos FSC” – „15 lat czekali lubelscy miłośnicy pięknego, widowiskowego i bardzo męskiego sportu żużlowego na awans drużyny Motoru do ekstraklasy państwowej. Sukcesem tym młodzi, ambitni zawodnicy godnie uczcili jubileusz 25-lecia klubu i macierzystego zakładu - Fabryki Samochodów Ciężarowych. Reakcja kilkunastotysięcznej, rozentuzjazmowanej widowni po zakończeniu ostatniego meczu świadczy o dużym zapotrzebowaniu społecznym na tego rodzaju widowiska”. Oto „rycerze czarnego toru” – autorzy największego wydarzenia sportowego w powojennej historii Lublina: Zbigniew Studziński, Tadeusz Berej, Zbigniew Krawczyk, Stanisław Nocek, Marian Psionka, Józef Drużkowski, Witold Zwierzchowski, Marian Gomułka, Wiesław Ośkiewicz, Krzysztof Nurzyński, Stanisław Matwiejczuk, i Mirosław Chmura. Sztab sekcji żużlowej tworzyli: kierownik sekcji – Stanisław Gąszcz, kierownik drużyny – Ryszard Bielecki, kierownik techniczny – Andrzej Mazur, mechanicy – Andrzej Jendrej i Stanisław Stępniewski i lekarz Marek Nizioł.
Rok poźniej nie było już tak wesoło.W sumie, pomimo spadku, był to dość wartościowy sezon. Lubelscy żużlowcy po szesnastu latach występów w drugiej lidze mieli wreszcie możliwość sprawdzenia się na najwyższym szczeblu rozgrywek. Najwięcej punktów dla barw FSC – 172 zdobył Zbigniew Studziński, który startował we wszystkich spotkaniach. Żużlowcy jeździli jak potrafili. Potrafili dużo, ale piętą achillesową była skromna baza sprzętowa w klubie, jak na potrzeby ekstraklasy. Motor był przysłowiowym „kopciuszkiem” startując na poczciwych, dwuzaworowych „Jawach”. Czterozaworówki, tzw. „kwadraciaki” pojawiły się w klubie w 1978 roku. Niestety, o rok za późno...Przegrane baraże ze Śląskiem spowodowały,że Motor pożegnał czołówkę ligową.
Wydawało się ,że lublinianie szybko odzyskają ekstraklasę. Tak się jednak nie stało. Motor przegrał awans ze Spartą zaledwie gorszą różnicą małych punktów. Jakby na osłodę Marek Kępa poczynił ogromne postępy, które widoczne były „gołym okiem”. Okazało się niebawem, iż nie uszły one uwadze również selekcjonerom kadry narodowej juniorów. Młody Kępa powoli stawał się wielką nadzieją klubu...
Sezon 1979 stał pod znakiem debiutów wychowanych, młodych zawodników. Pod okiem nowego trenera – Mariana Staweckiego do drużyny wchodzili: Andrzej Gąbka, Piotr Pawłowski, Dariusz Fornal, Jerzy Zgierski, Wojciech Piasecki, Waldemar Romanek i Janusz Stachyra. W klubie postawiono na systematyczną pracę z młodzieżą i wprowadzenie jej w szeregi ligowego zespołu. Na konkretne efekty trzeba było jednak trochę poczekać...Nowym liderem drużyny był wówczas Marek Kępa, który wyróżniał się na torze i poza nim.
Miejsce zajęte w lidze na koniec rozgrywek Anno Domini 1980 uznano za porażkę. Dotychczas głównym atutem zespołu był jego niezwykle wyrównany skład. Tymczasem młodzi zawodnicy, którzy weszli do drużyny nie zawsze potrafili dorównać swoim starszym kolegom... Na pocieszenie kibicom przyszło się emocjonować występami indywidualnymi lubelskich żużlowców, a Marek Kępa dokonał nie lada sztuki awansując aż do sześciu różnych finałów! W decydującej batalii o Mistrzostwo Europy Juniorów na torze w Pocking wywalczył za sprawą 9 punktów szóstą lokatę. Wynik był dużym sukcesem, a zarazem najlepszym osiągnięciem przez wiele lat, jakie zdobył polski zawodnik w tej kategorii rozgrywek. Wywalczył też Brązowy Kask i w lidze zdobył 199 punktów będąc trzecim zawodnikiem drugiego frontu. Patrząc z perspektywy czasu, to chyba jeden z najbardziej udanych sezonów w całej sportowej karierze „Stefka”. Motor następny rok pozostał w gronie drugoligowców. Ale „co się odwlecze to nie uciecze”.
Nadzieje na lepsze czasy odżyły w klubie i wśród kibiców w 1981 roku. Drużyna FSC wzmocniona została trzema zawodnikami z innych klubów. Po rozwiązaniu sekcji żużlowej Gwardii Łódź, cały tamtejszy zespół był „do wzięcia”. Motor zdecydował się na Pawła Szkobla oraz mało znanego wówczas Sławomira Troninę. Zakupiono także z Łodzi pełnego Stara używanych motocykli, części zamiennych, akcesoriów i skór...Klubowe zaplecze pękało w szwach od ilości posiadanego sprzętu. Każdy z zawodników dysponował dwoma motocyklami. Nigdy wcześniej i nigdy potem nie było tak obficie w klubie Motor. Wicemistrzostwo drugiego frontu upoważniało do baraży, które tradycyjnie zostały przegrane, tym razem z bydgoską Polonią. Pewny punkt zespołu Marek Kępa zdobył tytuł młodzieżowego wicemistrza Polski. Ukoronowaniem tego bardzo pracowitego dla Marka sezonu był wyjazd pod koniec września do Anglii i jazda w zespole Eastbourne Eagles w rozgrywkach British League.
Jesień 1982 roku przyniosła drugi w historii klubu awans do I ligi. Po ostatnich zawodach kilkutysięczna publiczność zgotowała swoim ulubieńcom wielki aplauz. Nikt nie opuszczał stadionu, a wszyscy chcieli chociaż przez chwilę przyjrzeć się świeżo upieczonym pierwszoligowcom. Żużlowcy na motocyklach odbyli trzykrotnie rundę honorową, zbierając zasłużone brawa i wiwaty... Należy jednak podkreślić, że sukces nie przyszedł zawodnikom łatwo. Zespół dobierano starannie. Zwracano szczególną uwagę na pracę wychowawczą z młodymi żużlowcami, którzy umiejętnie zachęceni do wysiłku starali się traktować swoje obowiązki poważnie. Został także położony duży nacisk na treningi wytrzymałościowo-sprawnościowe, tak nielubiane przez żużlowców. Dla wywalczenia awansu kolosalne znaczenie miało przełamanie hegemonii obcych torów, połączone z równą formą całej drużyny na przestrzeni całego sezonu. Najwyższą średnią w przekroju wszystkich spotkań ligowych „wkręcił” Krzysztof Nurzyński, który zdobył 135 punkty, średnią 2,48 i trzecie miejsce na liście klasyfikacyjnej zawodników drugiej ligi. Pod wodzą trenera Mariana Staweckiego awans do ekstraklasy wywalczyli: Marek Kępa, Krzysztof Nurzyński, Zbigniew Studziński, Andrzej Gąbka, Sławomir Tronina, Zbigniew Krawczyk, Piotr Pawłowski, Andrzej Dyś, Waldemar Romanek, Andrzej Kowalczyk, Jerzy Głogowski i Artur Bernat. Asystentem trenera był Witold Zwierzchowski, szkółkę prowadził Ryszard Bielecki, a funkcje kierownicze w sekcji sprawowali Bogdan Lipski i Ryszard Krawczak. Nad sprawnością motocykli czuwali: Krzysztof Góral i Zbigniew Ignatow.
Indywidualnie doskonale spisywał się utalentowany junior Andrzej Gąbka. W rozegranym 10 czerwca na torze w Opolu finale MIMP, Andrzej po pasjonującej walce był o krok od podium. Jedenaście zdobytych punktów pozwoliło „tylko” na czwarte miejsce, a w finale Srebrnego Kasku był trzeci. Marek Kępa podobnie jak rok wcześniej startował w finale „kont’ na torze w Lesznie, plasując się na 12 miejscu.
Dobra praca szkoleniowa zaowocowała w Kozim Grodzie niespotykanym urodzajem żużlowców. Wkrótce działacze Motoru zaskoczyli całą żużlową Polskę!






